Mama pisze 2

Wtorkowy poranek znów spędziłam w towarzystwie rodziców przedszkolaków na Dniach Otwartych. Wywiązała się dyskusja na temat, jak to dzieci inaczej zachowują się w przedszkolu/szkole a inaczej w domu. Prawda znana nie od dziś.

Jedna mama miała chyba inne zdanie na ten temat, bo bez żenady opowiedziała, nam rodzicom, jak próbowała wyciągnąć od córeczki dlaczego w domu jest niegrzeczna a w przedszkolu odwrotnie.

„Juleczko (chyba…nieistotne..) dlaczego mnie nie słuchasz, ja ci wszystko kupuje, a Pani nic ci nie kupuje i jej słuchasz! Dlaczego?!”

:roll:

Generalnie długo by dyskutować na ten temat. Morał jest jeden, im bardziej ulegasz dziecku, tym ono mniej cie szanuje. W błędzie jest ten rodzic, który uważa się za super mamę/tatę, bo kupuje wszystko to, na co skinie dziecko (chociaz zauważyłam, że to jest raczej przypadłość tatusiów….)

Ja sama ulegam…. czasem… i zauważyłam, że to uleganie czasem mi sprawia więcej radości niż dziecku. To chyba taki kompleks z dzieciństwa lat 80tych :). Mogę pochwalić się jednym, bez obaw puszczam Ninkę na wszelkie działy dziecięce w marketach bo wiem, że nie zrobi mi cyrku i idzie tylko „pooglądać”.

Najważniejsze, żeby nie stać się zabawką w rękach dziecka. Żeby umieć stawiać granice i żeby umieć zrekompensować dziecku brak nowej, czasem bezsensownej zabawki.

Czas spędzony z dzieckiem, na zabawie, czytaniu, rozmowie naprawdę nie boli…..

 

Napój marchwiowo-pomarańczowo-bananowy

Kto pił w dzieciństwie taki napój ten wie jaki to był kiedyś rarytas. W internecie jest wiele przepisów jak go zrobić, ale ja mam swoją autorską wersje, a raczej wersje moich rodziców (tatko, dzięki za instrukcje!) Nasza wersja różni się jedną podstawową rzeczą, pomarańczę obieramy dokładnie, ze skórki i wszystkich białych błonek – bo w nich jest goryczka.

Przepis mniej więcej (robiłam na oko – ale można jak pisałam znaleźć przepis w necie)

  • 3 duże pomarańcze, bardzo dokładnie obrane
  • ok 70dkg – 1kg marchwi obranej
  • 2 banany
  • ok 6-7 litrów wody
  • cukru tyle ile lubicie (my dużo nie słodzimy), ale trzeba liczyć przynajmniej 1,5szkl
  • 1 cytryna

Pomarańcze i marchew gotujemy w ok 1-1,5l wody gdzies z godzinkę, żeby wszystko mocno zmiękło:

 

W drugim, wielkim garze gotujemy z 5-6l wody, mieszamy z cukrem i wyciśnieta całą cytryną.

Jak już marchewki będa mięciutkie, zdejmujemy garnek z gazu i blenderujemy wszystko na papkę, wtedy tez dorzucamy 2 banany. I taką papkę wrzucamy do zagotowanej wczesniej wody z cytryną.

Voila!!! Pićku gotowe!

Mozna pic na ciepło i na zimno. Proporcje owoców/warzyw to kwestia indywidualna. Dla bardziej wrażliwych podniebień warto skupić się na blenderowaniu, żeby nie pływały paprochy – bo nie każde dziecko je toleruje – lub poprostu przelać przez sitko.

Ja swój napój jeszcze gorący przelałam do butelek po frugo (świetne są na soki domowej roboty) i się zassały. Za kilka dni dam znać jaka jest trwałośc tego cud-miód napoju ;)

Dzieci mają „kubusia” domowej roboty i przynajmniej wiem co piją i ile jest w tym cukru :)

Autoportret w skali 1:1

Czego nie włączyć – strasza nas powodzią. W sumie pada i pada i nie zamierza przestać. Co ma robić dziecko w domu jak sie nudzi w czasie deszczu?. Jako zapobiegliwa mama przed odebraniem Ninki ze szkoły zaopatrzyłam się w kilka arkuszy brystolu i farbki plakatowe.

Najpierw dziewczynki zostały odrysowane przeze mnie na swoich arkuszach. Uśmiałysmy się przy tym że ho ho :)

Potem same się malowały. Lilcia zafascynowała sie różowym kolorem…

Ninka namalowała sobie piekne baletki :) Lila jak zwykle uprawiała impresjonizm przeplatany kubizmem….

Na pozostałych arkuszach dziewczynki rysowały sobie kredkami. Nina trenowała rysowanie lewą ręką, stopą i ustami :)

Mama pisze, part One ;)

Dziś rano przy odkurzaniu styropianowych kulek, które  wyleciały „przez wypadek” Nince z jej pufy natchnęło mnie, żeby stworzyć nowy dział….

Zobaczyłam i usłyszałam ostatnio tyle zdumiewających rzeczy, że aż postanowiłam je zapisać. Rzeczy dotyczących wychowania dzieci, zaangażowania w to wychowanie, jak i jego braku. Przebywanie w towarzystwie rodziców innych dzieci naprawdę poszerza horyzonty, daje do myślenia i motywuje do działania..ale równie częso powoduje, że po prostu opadają mi ręce i tu taka ikonka będzie odpowiednia:  :roll:

Wczoraj na przykład byłam z Lilcią na dniach otwartych w jej nowym przedszkolu. Na placu zabaw zagadnęłam mamę z ciut starszym synkiem i zapytałam jak poszło jej synkowi, czy nie płakał i powiedziałam, że Lila super znalazła się w nowym środowisku. Gdy ją odbierałam, tylko na mnie popatrzyła i wróciłą do kolorowania, którym była pochłonięta.

Na co mama chłopca: „no bo w domu naprawdę nie ma co robić”. I tu nastapił opad rąk. Nie odezwałam się, bo czasem lepiej pomilczeć. Nie ma co robić? To dziecko musi czekać 3 lata, żeby iść do przedszkola i dowiedzieć się, że można się bawić i ciekawie spędzać czas? A co z biednymi dziećmi, które mają ten pech, że zostają w domu aż do pójścia do szkoły? No chyba się męczą i nudzą…..Szkoda dzieciaka, szkoda mamy, która nie ma wyobraźni….dom to pierwszy plac zabaw, pierwsza kopalnia pomysłów, pierwsze odkrycia, pierwsze spotkania z książką, sztuką…. tylko trzeba chcieć to wszystko dziecku pokazać.

Majowe popołudnie

Istnieje taka mała zależność – im ładniejsza pogoda tym mniej wpisów.

Obiecałam dziś Nince wyprawę na rowerach na łąkę, po kaczeńce. Odezwały się wspomnienia gdy jeszcze w podstawówce z koleżanką (Iwka, pamiętasz?) na Dzień Matki zbierałyśmy całe naręcza kaczeńców dla swoich mam :) 1Wielki bukiet udało nam się nazbierać, ale większość czasu na łącę spędziłyśmy na zabawie w chowanego, taka wysoka była trawa. Kleszczy brak.2A poniżej, Ninka, na krótko przed wyprawą. Rysuje  „to co ją otacza”. Takie dostała zadanie na czas drzemki Lilci. Wręczyłam jej węgiel w ołówku, kilka kartek A4 i twardą podkładkę. Jej pierwszą modelką była Lilcia śpiąca na wprost niej na huśtawce :) 3

Wróżki Grzeczniuszki – wystrój okna

Poznajcie nowe mieszkanki okna, Stellę, Izabellę i Majestic:

Wykorzystałyśmy:

  • kilka kawałków sznurka i odrobinę masy solnej:

Należy pamietać o zrobieniu dziurki „w głowie wróżki”

  • pompon starej czapki, z włóczki którego powstały włosy:

  • kilka arkuszy kolorowego bloku technicznego z którego powstały sukienki i skrzydła wróżek:

Zdobieniem skrzydełek przy pomocy czarnego markera i cekinów zajmowała się Ninka, narysowała też buźki wróżkom:

Sznurkowy „szkielet” został poprostu wklejony pomiędzy skrzydła a sukienkę, przez dziurke w głowie przewlekłam nitkę i wróżki zawisły w oknie: