Strrrrrrraszne maski

Urządziłyśmy sobie dziś małe „halołin” – spolszczam specjalnie, bo dla mnie to nie święto, a ot zwykły dzień w którym mozna sobie porobić żarty trochę bardziej „straszne” niż zwykle.
Prawdziwe święto jest jutro i tego sie trzymam, i trzymać będę..

Jakość części zdjęć taka sobie, bo wykonana telefonem.
Wystarczył kolorowy blok techniczny, czarny i czerwony marker, nożyczki i gumka „do majtek”, żeby maski się trzymały:

Poniżej maska autorstwa Niny, wygląda niewinnie, ale uwierzcie mi, po założeniu była naaaajstrrrrraszniejsza ze wszystkich!

Muffinkowe eksperymenty z coca-colą i drażami mlecznymi

Kiedyś w oczy rzucił mi sie przepis na babeczki z dodatkiem coca-coli. Od tego momentu co jakis czas pieczemy je z dziewczynkami, bo to prosty i smaczny przepis, a że wczoraj zaopatrzyłyśmy się w blachę do muffinek jak sie patrzy, to produkcja babeczek szła pełną parą!

Lilcia w jednej misce mieszała składniki suche (podaję przepis oryginalny na 12-13 babeczek, my podwoiłysmy składniki, żeby wyszło ok 24):

  • 2 szklanki mąki
  • 1,5 szklanki cukru
  • 2,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 4 łyżki kakao (taka prawdę mówiąc użyłyśmy kakao instant, bo zwykłe nam się skończyło – a co za tym idzie mniej cukru – i babeczki wyszły bledsze niż zwykle)
  • 3 łyżeczki cukru waniliowego

Nina w drugiej misce mieszała składniki mokre:

  • 150ml coca-coli
  • 100ml oleju
  • 2 jajka

Potem wszystko zostało wymieszane wspólnie i rozlane do papierowych foremek. Pierwsza blacha babeczek został wypełniona do połowy i eksperymentalnie powrzucałyśmy po kilka draży i zalałyśmy je ciastem do 3/4 wysokości:

Wylądowały w piekarniku nagrzanym na 180st i piekły się……trudno powiedzieć ile, bo nigdy tego nie sprawdzam. maja sie piec tyle, żeby pięknie wyrosły i lekko popękały na wierzchu:

W smaku wyszły fajne, ale draże opadły na dół i sie rozpuściły, dlatego wybrałysmy inny sposób.
Drugą blachę wypełniłyśmy ciastem do 3/4 wysokości i gdy już sie lekko podpiekły otworzyłam piekarnik i szybko wrzuciłam po kilka sztuk draży.
Metoda średnio bezpieczna, ale efekt wizualny lepszy. Draże się nie rozpuściły, a tylko lekko przykleiły do babeczek.
Pycha!
Już nic nie zostało!

Jesienny wystrój okna

I znów wykorzystałyśmy piankowe arkusze, moim zdaniem są lepsze od papieru bo się nie gna, nie mną i  nie targają – a wtedy i sześcio- i trzylatkom łatwo się wycina.

Pianka ma też to do siebie, że nie trzeba po niej pisać tylko kształty można zaznaczać czymś ostrym, nie zostawiając buydnych śladów – my robiłyśmy to małym śrubokrętem:

„Żyłki” liści dorysowane zostały zwykłym, czarnym długopisem:

Całość zawisła pod sufitem, na gałązce, którą ułamaną znalazłam niedaleko domu:

Nasze jesienne drzewo wisi nad kaloryferem i rozgrzane powietrze znad niego powoduje, że listki cały czas delikatnie drgają na długich niteczkach. Efekt przepiękny :)

Kasztanowe girlandy

Czy Wy wiecie co to znaczy własnoręcznie przekłuć około setki kasztanów śrubokrętem? Co sie nie robi, jak się obiecało dzieciom nawlekanie kasztanów, a wkrętarka akurat się zepsuła:

Już od kilku dni chodzimy na spacery w poszukiwaniu jesiennych skarbów. Wczoraj uzbierałyśmy dużą reklamówkę kasztanów, a dziś dziewczynki zrobiły z nich girlandy, które nie wiszą tylko pod żyrandolem, ale w także w kilku innych miejscach w domu.

Do nawlekania użyłyśmy zwykłych nitek i igieł. Igła Lilci przezornie została stępiona przez tatę, bo mogłoby być krwawo.

Kasztanów dużo zostało, mamy też orzechy i żołędzie, z których Ninka stworzyła jesienną ozdobę okna:

Jesienna zabawa

Szybki pomysł na fajna jesienną zabawę. Wystarczy wyjść z domu i znaleźć drzewo. Wiem, że dla niektórych dzieci i rodziców to wysiłek…..
Z moich obserwacji wynika, że najwdzięczniejszy do tej zabawy jest klon.

Szukałyśmy liści w różnych kolorach, a potem układałyśmy je na schodach w kolejności w jakiej na jesień zmieniają kolory: