Pierniczki na choinkę

Wczoraj upiekłam pierniczki  – Ninki nie było i miała mi pomagać Lilcia, ale stwierdziła, że jest „zmęciona” i ucięła sobie drzemkę. Pierniczki ostygły, pojawiła się Ninka i razem zajęłyśmy się zdobieniem:

Przypuszczam, że Ci z Was, którzy w ogóle biorą się za pieczenie pierniczków mają swoje przepisy. Ja jednak podam Wam banalny przepis na świetny lukier do zdobienia, który jest śnieżnobiały i pięknie zasycha na pierniczkach.

1 białko wystarczy zmiksować ze szklanką przesianego cukru pudru, dodać odrobinkę soku z cytryny i gotowe. Najlepiej byłoby mieć jakąś fachową szprycę do zdobienia, ja po prostu polewałam pierniczki z łyżeczki.

Druga rada: u nas sprawdza się trzymanie pierniczków w szczelnie zamkniętym pudełku z kromką chleba – pierniczki wciągają z niej wilgoć i są mięciutkie.

Słodki przepiśnik – kulinarna ściąga na ścianie

Pomysł chodził za mną od dawna. W pierwotnej wersji miały być to prawdziwe ramki, zawieszone jedna pod drugą. Miałam w planach kupić je w Ikei – ale z dwójką rozbrykanych dziewczynek lista zakupów ulatnia się z głowy, została mi jednak stara tablica korkowa:

Przepisy, które przyczepiłyśmy do tablicy są bardzo często przez nas wykorzystywane, a dziewczynki pomagają w ich robieniu. Teraz wystarczy kuknięcie na ściągę i wszystko można wyciągać z szafek i lodówki.
Dziewczynki kolorowały literki narysowane przeze mnie markerem:

Ninka doskonaliła swoje kaligraficzne zdolności pierwszoklasistki:

Dorysowałyśmy kilka ozdobnych elementów, marchewek, babeczek itp. Całość pokryta została folią samoprzylepną (taką jak używa się na okładki do np. zeszytów), bo wiem z doświadczenia, że w naszej mocno nasłonecznionej kuchni rysunki kredką i pisakami lubią blaknąć:

Przepiśnik zawisł na honorowym miejscu w kuchni:

Muffinkowe eksperymenty z coca-colą i drażami mlecznymi

Kiedyś w oczy rzucił mi sie przepis na babeczki z dodatkiem coca-coli. Od tego momentu co jakis czas pieczemy je z dziewczynkami, bo to prosty i smaczny przepis, a że wczoraj zaopatrzyłyśmy się w blachę do muffinek jak sie patrzy, to produkcja babeczek szła pełną parą!

Lilcia w jednej misce mieszała składniki suche (podaję przepis oryginalny na 12-13 babeczek, my podwoiłysmy składniki, żeby wyszło ok 24):

  • 2 szklanki mąki
  • 1,5 szklanki cukru
  • 2,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 4 łyżki kakao (taka prawdę mówiąc użyłyśmy kakao instant, bo zwykłe nam się skończyło – a co za tym idzie mniej cukru – i babeczki wyszły bledsze niż zwykle)
  • 3 łyżeczki cukru waniliowego

Nina w drugiej misce mieszała składniki mokre:

  • 150ml coca-coli
  • 100ml oleju
  • 2 jajka

Potem wszystko zostało wymieszane wspólnie i rozlane do papierowych foremek. Pierwsza blacha babeczek został wypełniona do połowy i eksperymentalnie powrzucałyśmy po kilka draży i zalałyśmy je ciastem do 3/4 wysokości:

Wylądowały w piekarniku nagrzanym na 180st i piekły się……trudno powiedzieć ile, bo nigdy tego nie sprawdzam. maja sie piec tyle, żeby pięknie wyrosły i lekko popękały na wierzchu:

W smaku wyszły fajne, ale draże opadły na dół i sie rozpuściły, dlatego wybrałysmy inny sposób.
Drugą blachę wypełniłyśmy ciastem do 3/4 wysokości i gdy już sie lekko podpiekły otworzyłam piekarnik i szybko wrzuciłam po kilka sztuk draży.
Metoda średnio bezpieczna, ale efekt wizualny lepszy. Draże się nie rozpuściły, a tylko lekko przykleiły do babeczek.
Pycha!
Już nic nie zostało!

Napój marchwiowo-pomarańczowo-bananowy

Kto pił w dzieciństwie taki napój ten wie jaki to był kiedyś rarytas. W internecie jest wiele przepisów jak go zrobić, ale ja mam swoją autorską wersje, a raczej wersje moich rodziców (tatko, dzięki za instrukcje!) Nasza wersja różni się jedną podstawową rzeczą, pomarańczę obieramy dokładnie, ze skórki i wszystkich białych błonek – bo w nich jest goryczka.

Przepis mniej więcej (robiłam na oko – ale można jak pisałam znaleźć przepis w necie)

  • 3 duże pomarańcze, bardzo dokładnie obrane
  • ok 70dkg – 1kg marchwi obranej
  • 2 banany
  • ok 6-7 litrów wody
  • cukru tyle ile lubicie (my dużo nie słodzimy), ale trzeba liczyć przynajmniej 1,5szkl
  • 1 cytryna

Pomarańcze i marchew gotujemy w ok 1-1,5l wody gdzies z godzinkę, żeby wszystko mocno zmiękło:

 

W drugim, wielkim garze gotujemy z 5-6l wody, mieszamy z cukrem i wyciśnieta całą cytryną.

Jak już marchewki będa mięciutkie, zdejmujemy garnek z gazu i blenderujemy wszystko na papkę, wtedy tez dorzucamy 2 banany. I taką papkę wrzucamy do zagotowanej wczesniej wody z cytryną.

Voila!!! Pićku gotowe!

Mozna pic na ciepło i na zimno. Proporcje owoców/warzyw to kwestia indywidualna. Dla bardziej wrażliwych podniebień warto skupić się na blenderowaniu, żeby nie pływały paprochy – bo nie każde dziecko je toleruje – lub poprostu przelać przez sitko.

Ja swój napój jeszcze gorący przelałam do butelek po frugo (świetne są na soki domowej roboty) i się zassały. Za kilka dni dam znać jaka jest trwałośc tego cud-miód napoju ;)

Dzieci mają „kubusia” domowej roboty i przynajmniej wiem co piją i ile jest w tym cukru :)

Lody ze świeżych truskawek

Sezon truskawkowy w pełni….a może ma się ku końcowi? Codziennie przejeżdżając koło naszej miejscowej hurtwoni owoców widzę systematyczna podwyżke o 50gr/kg  :).Ponieważ raczkujemy w hodowli truskawek, wspomogliśmy sie małymi zakupami. Z kilkunastu kg powstały soki, z pozostałości pyszne lody truskawkowe:Ninka nie lubi truskawek w całości, ale w takiej postaci wyjada lód do ostatniej łyżeczki. Lody to nic innego jak zmiksowane blenderem na gładka masę truskawki, cukier,śmietanka 30% i mleko skondensowane niesłodzone.  Śmietanka jest głównym składnikiem lodów.

Proporcje mogą być różne. Do jednej partii dodałam więcej śmietanki, do drugiej więcej truskawek (wychodza lody bardziej „sorbetowe”). Najwygodniej wlac masę do kubków jednorazowych – wychodza fajne porcje „na raz”. Ja pakowałam je jescze w woreczki foliowe przed włożeniem do zamrażarki żeby nie przeszły innym zapachem.

Polecam! Cała rodzinka wcina! Chłodząca pychotka na upalne dni!

 

Serce na talerzu

Że ja na to wczesniej nie wpadłam….wystarczy metalowa foremka na do wypieku ciasteczek! I zwykłe drugie danie staje się niezwykłe~! Choć mimo moich najszczerszych chęci ziemniaki i tak zostały nietknięte…no może podziubane widelcem…Sznycel jak widać może być romantyczny  8-)

Ciasto z buźką

 

Rano Ninka zażyczyła sobie pieczenie ciasteczek. Jakoś nie miałam weny do ugniatania ciasta, wykrawania, pilnowania każdej blachy ciastek….taka pogoda za oknem, że nic się nie chce. Stąd pomysł na proste ciasto – przepis od Babci Zosi (pozdrawiamy!!!). Ni to biszkopt, ni to kruche ciasto, ale bardzo łatwe do zrobienia.

 

 

Wykorzystałyśmy:

  • 4 szklanki mąki i 4 jajka (chcesz miec mniejsze ciasto to 3 szklanki mąki i 3 jajka, jak większe to 5X5, taka prosta zasada)
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 opakowanie kefiru 300g, może być jogurt
  • 1,5 szkl cukru
  • 7 łyżek oleju
  • kopiasta łyżka kakao w proszku
  • aromat cytrynowy (może być każdy inny, co kto woli)

Najpierw mieszamy suche składniki (bez kakao) – zadanie Ninki – potem dodajemy wszystkie mokre. Musi wyjść dosyć rzadka masa nadającą się do nakładania łyżką. Masę dzielimy na 2 cześci. Do jednej (trochę większej) dodajemy aromat, do drugiej (mniejszej) kakao.

My wykorzystałyśmy blachę keksówkę, którą wysmarowałam cienką warstwą oleju.

Najpierw kładziemy jedną cienką warstę białego ciasta, na to nakładamy pas brążowego ciasta (mniej więcej pośrodku, tak, żeby nie dochodził do brzegów – to będą usta)potem grubsza warstwa białego. Na to 2 paski brązowego – to będą oczy. Na wierzch ciasto białe.

Ja piekłam w 180st, przez ok 45min – ale to zależy od piekarnika – ciasto na wierzchu musi się mocno zarumienić, pęknąć i odejść od brzegów blachy.

Tak się zastanawiam, jak tu zrobić misia, albo kształt serca….hmmm

Życzymy smacznego, bo naszego ciasta już w połowie nie ma  :lol: